O tworzeniu muzycznej magii

3 Sier

Emilię poznałam poprzez tego bloga i fanpejdża na Facebooku. Szybko złapałyśmy kontakt, a kiedy opowiedziała mi swoją historię, postanowiłam, że Wy również musicie ją poznać. Historię miłości do harfy, która mnie urzekła. Poznajcie Emilię, która zachwyciła się harfą i postanowiła zbudować własną.

Wszystko zawsze się jakoś zaczyna.
Chyba nikt tak do końca nie wie od czego. Może od pierwszej myśli, iskry sprawczej, snu w którym zawarte jest już całe przeznaczenie. Zazwyczaj to ulotna chwila olśnienia. Ale to dzięki niej realizujemy najbardziej szalone marzenia.
Ba! Raz pomyślaną myśl, raz roznieconą gdzieś w zakątku duszy iskrę, zagarniamy natychmiast na własność, tak jakby należała do nas już od zawsze. A jednak kiedyś musiał być jakiś początek.

Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz pomyślałam o tym, że chciałabym zbudować harfę. Ale może zaczęło się od przypadkiem zasłyszanej opowieści Petera Sterlinga, który dopiero w wieku trzydziestu lat zaczął grać na harfie. Nie będąc wcześniej muzykiem przypadkowo zetknął się z harfą i zakochał się od pierwszego wejrzenia. Historia, którą opowiada, naznaczona jest mistycznymi zbiegami okoliczności i wręcz boską interwencją. W międzyczasie na rynku pojawiło się ponad 10 jego płyt, więc coś w tym musi być ;).
Drugie, silne popchnięcie otrzymałam od Yasmeen Olya. Yasmeen czaruje śpiewem w wymyślonym przez siebie języku. Przy akompaniamencie celtyckiej harfy wygląda jak wróżka z innego świata. Jej głos porusza coś nieokreślonego, jakąś subtelną tęsknotę.

Nie potrafię wskazać jednego bodźca, który doprowadził mnie do tego momentu, ale bieg wydarzeń sprawił, że w którymś momencie zaczęłam się rozglądać…za harfą. Temat, który nie dawał mi spokoju. Pragnęłam  poczuć jak to jest grać na tak magicznym instrumencie. Wciąż marzyłam i wyobrażałam sobie tę chwilę, aż do momentu kiedy po raz pierwszy nadarzyła się ku temu sposobność.

Mieszkałam wtedy w Monachium i natrafiłam na Uschi LaarUschi specjalizuje się w graniu na harfie w celach terapeutycznych. Jej córka, również harfistka, organizuje co jakiś czas warsztaty dla początkujących graczy, lub osób takich jak ja – zupełnie niedoświadczonych, które pierwszy raz w życiu chciałyby poczuć na własnej skórze czym jest harfa.
Na te kilkugodzinne spotkania przybywają zazwyczaj dojrzałe kobiety, które w dzieciństwie usłyszały, że słoń nadepnął im na ucho, lub które miały złe doświadczenia z różnymi nauczycielami od muzyki. Albo po prostu z różnych względów nie miały do tej pory możliwości zagrać na harfie. Są też średniego wieku terapeutki, nauczycielki jogi, dla których harfa łączy pracę zawodową z przyjemnością. No i jestem ja.
W przeddzień warsztatów porządnie się przeziębiłam. Mój stan był na tyle uciążliwy, że na poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle dam radę dojechać na miejsce. Czekała mnie prawie godzinna jazda samochodem poza miasto. Nie mogłam jednak tak po prostu zrezygnować! Nie w takiej chwili!
Zajęcia odbywały się w prywatnym domu, w odpowiednio przystosowanej sali. Już przy wejściu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tutaj będzie działa się magia. Ogród, choć lekko zaniedbany i chaotyczny, osnuty był przyjazną aurą. Widać było, że ktoś tu faktycznie mieszka – rodzinne ciepło i czar jesiennych popołudni wpisały się na dobre w lokalny mikroklimat. Wewnątrz domu wrażenie to tylko się spotęgowało. Przy ścianie leżało około pięćdziesięciu par butów, bucików i zrobionych na drutach grubych skarpet wszelakich rozmiarów. Drzwi otworzył z lekko zdezorientowanym uśmiechem młody mężczyzna, z małym dzieckiem na barkach. Jego młoda żona czekała już w pokoju gościnnym, w którym nie stało nic, poza kilkoma harfami otoczonymi krzesłami. Po środku na dywanie na brzuchu leżał chłopczyk malujący obrazki i nucący przy tym tylko jemu znaną melodię. Przekroczyłam próg, zasiadłam do jednej z harf i poczułam to. Drewniany ciężar na barku, dotyk strun, jedna po drugiej, jej objecie, przeszedł mnie dreszcz. To magia! Całe ciało zadrgało i zadudniło wraz z harfą. Wszelkie oznaki przeziębienia w jednej chwili zniknęły… taka właśnie jest moc harfy, wtedy się o tym przekonałam.

Drugi etap zakładał stworzenie własnej harfy. Do zbudowania tego instrumentu przekonały mnie dwie rzeczy: ekonomia (ponieważ taniej jest sobie harfę zrobić, niż kupić gotową) oraz wyjątkowość takiej harfy. Więź z kawałkiem drewna, która powstaje podczas ciosania, ścierania i obrabiania zostaje w sercu na całe życie.
Ale jak się do tego zabrać? Z jednej strony było to łatwe. Wystarczyło wejść na stronę internetową Klangwerkstatt, wyszukać miejsce, w którym będzie się chciało zrobić kurs, na którym pod okiem profesjonalisty złożymy harfę w całość. Następnie odpowiednio wcześniej się zapisać oraz przelać zaliczkę. Parę tygodni lub miesięcy później nadchodzi ten moment. Spełnienie marzeń na wyciągnięcie ręki. Dojeżdża się na miejsce, zaczyna się praca. Czwartego dnia harfa już jest gotowa. Z drugiej strony spełnienie każdego z wymagań, aby finalnie wrócić do domu z własnym instrumentem, nie jest dane każdemu. Dużo przemawia za tym, że po prostu trzeba mieć szczęście i znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Myślę jednak, że w krajach europejskich dużo osób spełnia te wymagania. Trzeba po prostu wiedzieć i chcieć.
Jesteśmy przypadkową dziesięcioosobową grupą i nasze harfy rodzą się jedna po drugiej. Najpierw się czeka, czeka i czeka, a potem wszystko dzieje się szybko. W pocie czoła się piłuje, wywierca dziury, klei, gładzi, w końcu olei i woskuje. Ostatniego dnia wplata struny. W końcu nadchodzi ten pierwszy dźwięk, jakby znikąd. Niskie C brzdęka nieśmiało – to tu, to tam. Potem dochodzą kolejne struny i na całej sali rozbrzmiewa radosna kakofonia harfowych dźwięków. I ten blask w oczach, choć wszyscy pod koniec są wykończeni. Codzienna praca od rana do późnej nocy. Ubrania pokryte pyłem i wiórami, kurz z drewna osadzający się nawet na skórze twarzy i włosach. Ale atmosfera jest niesamowita. Gładzimy, tulimy, polerujemy nasze duże „Handschmeichler”.
Udało się dzięki współpracy. Nie każdy bowiem pracuje w tym samym tempie. Co nie dziwi, zważywszy na fakt, że niektórzy nigdy wcześniej nie mieli do czynienia z tego typu pracą. Żeby nie opóźniać grupy dużo sobie nawzajem pomagamy. Pod koniec wszystko wydaje się być naszym wspólnym dziełem. Nawet kot Casimiro należący do właścicielki lokalu, robi co może, aby nam pomóc. Codziennie wieczorami po pracy, choć jest już późno, a oczy się kleją, siadamy razem i muzykujemy. Ci, którzy nie potrafią grać, tańczą. A kot Casimiro tylko tajemniczo mruży oczy.

Stało się. Spełniłam więc marzenie, obdarowałam siebie najlepszym prezentem, jakim tylko mogłam. Dziś to wiem, ale dotarło to do mnie dopiero pewnego poranka, kiedy po raz pierwszy porządnie nastroiłam swoją harfę. Musnęłam palcem struny i dźwięki, które się z niej wydobyły były zadziwiające. Zupełnie tak, jakby harfa stała się odrębną istotą, która jakimś sposobem po tym jak dostała życie i trochę się naciągnęła, zechciała się wyodrębnić i zabrzmieć po swojemu. Nie do końca wiem jak, mimo że to ja ją zbudowałam, szlifowałam setki razy kawałki drewna, wierciłam otwory i piłowałam dziury. Na końcu naciągnęłam struny, nie spodziewając się co może się wydarzyć. A moja harfa stała jest samodzielna. To niepojęta magia

Na kursach budowania harfy w Niemczech prowadzonych przez Klangwerkstatt, językiem roboczym jest oczywiście niemiecki. Ale z tego co wiem, warsztaty prowadzone są też w innych krajach europejskich, były nawet raz w Polsce. Tutaj wystarczy znajomość angielskiego. Na kursie jest kilka modeli harf do wyboru. Większość decyduje się na Böhmische Hakenharfe. I choć robimy ten sam model, to dzięki szczegółom takim jak wykończenia, otwory pudła rezonansowego czy dekoracje – wychodzą z tego instrumenty indywidualne. Gdyby nie udało mi się z Klangwerkstatt, pewnie zdecydowałabym się prędzej czy później na plan B. Jest bowiem w Europie więcej osób, które organizują tego typu warsztaty. Ja, szukając tych tańszych i nieoczywistych opcji, pewnie zdecydowałabym się na wolontariat w Anglii, pomagając w rodzinnej manufakturze harfy.

Myślę, że dobrze jest wiedzieć. Dobrze jest też rozumieć, kiedy coś się zaczęło. Potem wszystko toczy się już samo, a magia wplata się w nasze codzienne życie pomiędzy strunami.

Autorka: Emilia.

image

Wiktorska Harp Open

18 Sty

 

Dzisiaj szybciutki post o wydarzeniu, które odbędzie się już w przyszłym tygodniu w Warszawie. Dzięki wyjątkowemu zespołowi Wiktorska Harp Open w środę 22 stycznia 2014 roku o godzinie 14 będziemy mogli się przenieść w magiczny świat bajkowych melodii granych na harfie. Wydarzenie organizowane jest przez Stowarzyszenie „Harfa Dzieciom” dla chorych dzieci z Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu.
Wiktorska Harp Open powstał na potrzeby koncertu jubileuszowego Szkoły Muzycznej im. K. Kurpińskiego  w Warszawie. Na scenie zagrało wtedy 11 harf pod wodzą Anny Piechury-Gabryś i wspominanej już nieraz na blogu pani Anny Sikorzak-Olek, towarzyszył im zespół solistów Polskiej Orkiestry Radiowej. I tak zespół zaczął się rozwijać i dawać coraz więcej koncertów. Brali udział między innymi w IV Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Kameralnej oraz Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu „La Folle Tournee” na zaproszenie polskiej orkiestry Sinfonia Varsovia.
W środę Wiktorska Harp Open zaprezentuje repertuar składający się z muzycznych bajek o krasnoludkach, o Kopciuszku, o zajączkach i piratach z karaibów. Towarzyszyć im będzie sopran, gość z Libanu, pani Nadine Nassar, a koncert będzie prowadzony przez pana Macieja Gąsiorka.
Koncert zagrany będzie na harfach celtyckich i koncertowych, a zespół przekaże również prezenty dla dziecięcych świetlic szpitala.
Piękny cel, piękne wydarzenie, piękne dźwięki!
Więcej informacji:
TVP.INFO
PTH

Człowiek, który zelektryzował harfy

25 Sier

 

Dzisiaj trochę o panu Andreasie Vollenweider. Szczerze mówiąc kosztowało mnie dużo wysiłku i samozaparcia żeby napisać w końcu kolejnego posta. Wiecie jak to jest, wypadasz z rytmu, wprawy i akurat wena nigdy nie dopisuje.
Ale już podczas czytania pierwszego zdania o tym harfiście moja kobieca intuicja podpowiedziała mi, że warto, bo data naszych urodzin różni się tylko rokiem.
A 4 października według mnie jest datą wyjątkową ;) Większej zachęty nie potrzebowałam.

Patrząc na pierwsze zdjęcie Vollenweidera na jakie natrafiłam w sieci byłam zaskoczona. Na pierwszy rzut oka powiedziałabym, że bardziej pasuje mi do zespołu rockowego niż do grania na ‚anielskiej’ harfie. Poza tym zawsze fascynują mnie mężczyźni grający na tym instrumencie. Nie, nie, nie. Wcale nie dlatego, że uważam go za babski instrument. Absolutnie.
Raczej dlatego, że to mężczyźni tak uważają, i zawsze mnie ciekawi jaką drogę przebyli aby zetknąć się z harfą.

Nie tylko dzień i miesiąc urodzin mamy wspólny. Andreas już od dziecka czuł muzyczne powołanie. Podobnie jak ja był samoukiem i próbował wielu instrumentów zanim odnalazł swoje powołanie w harfie. Jej klasyczne brzmienie jednak nie do końca mu odpowiadało, stworzył więc harfę, dostosowaną do swoich potrzeb. Tak powstała harfa elektroakustyczna i nowy rodzaj muzyki Vollenweidera.

Całkowitym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że nigdy o Andreasie nie słyszałam, chociaż może nie powinnam się do tego przyznawać, bo facet jest Legendą. Szczerze mówiąc może jego muzyka nie przemawia do mnie całkowicie
(ja gustuję po prostu w innych klimatach) ale geniuszu i kreatywności trudno mu odmówić. Jego Curriculum Vitae jest tak długie, że gdybym chciała opisać wszystko, to pewnie pod nim znalazłabym komentarze o treści ‚tl;dr’ [too long, didn’t read].
A ponieważ sama wiem jak bardzo męczące są przydługie posty to postaram się streszczać ile się tylko da.

Vollenweider grał chyba z każdą wielką muzyczną gwiazdą z jaką tylko można było zagrać i w każdym kraju i miejscu gdzie można było zagrać, zdobywając wszelkie nagrody jakie tylko mógł zdobyć. Jeżeli chcecie się dowiedzieć konkretnie co, gdzie i jak to ciocia Wikipedia powie Wam wszystko.
Szwajcarski muzyk stawia raczej na tajemnicze, wręcz mroczne brzmienie. Potrafi bardzo płynnie przejść od lekkich, alegorycznych dźwięków do ciężkich, wręcz niepokojących klimatów. Przesłuchałam wiele jego nagrań, obserwując jaką drogę przebył jako muzyk i podobnie jak większość jego recenzentów nie potrafię jednoznacznie sklasyfikować ani, jego ani jego muzyki
(chociaż niektórzy próbują, dopasowując go do kategorii new age,  jazz czy world music) . Jest trochę jak czarodziej, kameleon, ale zawsze wierny swoim barwom i pamiętający o korzeniach.

Początkowe nagrania mnie nie zachwycają chociaż są spójne i opowiadają historię. Każdy dźwięk jest starannie przemyślany i kompozycje robią wrażenie pod względem kreatywności.
W Polsce artysta był wielokrotnie, zawsze witany jak wielka gwiazda przez publiczność, która wielokrotnie przewyższała oczekiwania organizatorów.
Jednak jest jeden występ, którym muszę się podzielić. Również po to, żebyście nie myśleli, że w ogóle nie potrafię docenić takiego muzyka. Nagranie z 2001 roku z warszawskiego Film Music Festival, na którym Vollenweider zagrał
z orkiestrą Sinfonia Varsovia swoje nowe dzieło Tales of Kira Kutan. I to właśnie te dźwięki mnie uwiodły. Muszę przyznać, że to faktycznie brzmi jak bajka, zresztą tak orientalna jak nazwa miasta ‚Kira Kutan’.  :)

 

 

Vollenweider występował również gościnnie z Pavarottim. Możemy go zobaczyć i usłyszeć tutaj:

 

 

Z tego co widziałam na jego oficjalnej stronie, ostatni występ dał w 2011, ale wciąż pracuje nad nowym materiałem, więc zainteresowanym pozostaje mieć nadzieję, że zawita z nim również w Polsce.

Ciężko napisać o nim w skrócie. Polecam więc każdemu zapoznać się chociaż powierzchownie z jego twórczością, bo to naprawdę muzyk wart poznania. A dla harfistów ważny nie tylko ze względu na muzykę ale również na historię instrumentu.

Czas kończyć, bo wyszło za długo :) Mimo wszystko mam nadzieję, że ktoś pokusi się na przeczytanie całości. Weny nie było, wena jest. Tak to działa, czarodziejski Vollenweider.

 

vollenweider_harfe_Foto_Pirmin_Roesli (1)

Harp Christmas

23 Gru

Wesołych i spokojnych świąt wszystkim!

Harfa for sale

10 Gru

Nie łatwo jest kupić używaną harfę. Wpisując hasło ‚harfa’ w portalu Allegro.pl bardziej możemy się spodziewać książek, figurek i obrazków niż właściwego instrumentu.

Gdzie jeszcze możemy szukać?
Poza oczywistymi stronami ogłoszeniowymi  możemy sprawdzać na stronie PTH pod zakładką ‚Kupię-sprzedam’, no bo gdzie indziej szukać takich ogłoszeń jak nie na stronie Polskiego Towarzystwa Harfowego? To wydaje się co najmniej oczywiste. To co mniej oczywiste, to fakt, że takich ogłoszeń tam praktycznie nie ma. Stronę śledzę regularnie, ale niestety na sprzedaż harfy nie trafiłam. Aczkolwiek sprawdzać warto, bo przecież ogłoszeń jest mało, więc kto pierwszy ten lepszy!
Jeśli chodzi o Allegro.pl to co jakiś czas pojawiają się perełki, które szybko znikają. Obecnie można znaleźć dwie sensowne oferty:
HARFA 1
HARFA 2
Szukając takich ofert należy mieć oczy szeroko otwarte. W niektórych „okazyjnych” harfach brakuje strun, a inne jak poniższa cytując autora ogłoszenia „nie nadaje się do grania, tylko do dekoracji”.
HARFA 3
No cóż, niewielu stać na harfę nadającą się tylko do dekoracji za 12 000 zł.
Innym sposobem jest przeszukanie zagranicznych serwisów aukcyjnych, gdzie można czasem znaleźć ciekawe okazje.
I to tyle. Niewiele mamy więc opcji zakupu używanej harfy a takie poszukiwania wymagają dużej cierpliwości i spostrzegawczości.
Popyt jest duży a podaż nie. W związku z tym nie nastawiajcie się też na bardzo niskie i okazyjne ceny, bo harfa to instrument na tyle rzadki, że raczej każdy sprzedający zdaje sobie sprawę z jej wartości.

Na koniec mogę jeszcze doradzić jedną rzecz. Zwracajcie uwagę również na ogłoszenia „wypożyczę”. Jest to coraz częściej spotykane zjawisko wypożyczania instrumentów na określony czas. Nie jest to oczywiście satysfakcjonujące wyjście dla osób, które wolałyby mieć harfę na wyłączność, ale dla osób, które chciałyby się uczyć gry a nie stać ich na kupno, to całkiem ciekawa oferta.
Niestety żadnego ogłoszenia o wypożyczeniu harfy nie znalazłam, więc zakres cenowy również dla mnie pozostaje zagadką.

Tymczasem żegnam i życzę miłego i owocnego szukania. : )

harfa_2

How it’s made

18 List

Celowo nawiązując do popularnego discoverowskiego programu chciałabym dzisiaj podpowiedzieć jak zrobić własną harfę.

Pomimo, tego że w Internecie znajdujemy niewiele informacji dotyczących fabrycznej produkcji harf różnego rodzaju, to istnieje tam zadziwiająca ilość informacji na temat tego jak samemu zbudować harfę.

Sam fakt, że czegoś takiego  może dokonać każdy z nas nie zdziwił mnie bardzo. Pierwszy raz z samodzielnym budowaniem harfy spotkałam się we Włoszech. Tata jednej z moich koleżanek, jako że (podobnie jak wielu innych) nie stać go było na zakupienie Soledad (bo tak się nazywała koleżanka) harfy nowej lub używanej, postanowił takową zrobić.
Proces długi, wcale nie taki tani i cholernie trudny.
Co prawda  10 stronicowa instrukcja może nieco mylić, ale zapaleńców  muszę ostudzić.

Instrukcji jest masa…w języku angielskim. Być może to już pierwsza przeszkoda jaką możemy napotkać na drodze do naszego własnego instrumentu. W Polsce obecnie do zdobycia są plany w języku angielskim w cenie 99 zł. Instrukcji nie zakupiłam, nie widziałam, więc może nie powinnam się odzywać, ale gdy widzę ok.15 innych instrukcji, które mogę dostać za darmo to taka cena wydaje mi się trochę wygórowana. Zwłaszcza, że plany nadal są po angielsku. No i harfa celtycka, co też warto zaznaczyć.
PLANY 1

Kolejne plany prezentują harfę, którą bym nie pogardziła. Faktycznie nadaje się tylko do użytku domowego, ale zawsze.
Mankamentem jest brak dokładnego opisu strun oraz ich zdobycia.  Być może jednak twórca założył, że za takie przedsięwzięcie zabierają się tylko osoby mające o harfie jakiekolwiek pojęcie (może słusznie, jednak zakładam, że tata mojej koleżanki takiego nie miał). Ale zawsze można przecież skonsultować się z jednym ze specjalistów. Serio, można.
PLANY 2

Inne plany z kolei gwarantują montaż w 5 godzin, łącznie z umiejscowieniem strun i ich strojeniem. Ciekawe. W dodatku bez żadnego „klejenia, cięcia czy wiercenia”. Bardzo ciekawe. Potrzebujemy tylko śrubokrętu. Tyle, że nie jest to jakaś standardowa harfa tylko paragwajska (?), jak tłumaczy autor John Kovac – struny są mniej naciągnięte, harfa jest inaczej wyprofilowana.
To co należy wziąć pod uwagę, to fakt, że wraz z planami, zostają nam dostarczone już części, więc może faktycznie samo złożenie harfy to błahostka, która kosztuje nas 550-750$ , czyli wcale nie mało, chociaż harfa wygląda całkiem zgrabnie.
Dodatkowo oferują nam seminaria, na których możemy dowiedzieć się więcej na temat tworzenia harfy, wideo i gwarancję satysfakcji.
PLANY 3

Istnieją również inne paczki oferujące zestaw ‚szybkiej w montażu harfy’ , do wyboru: PLANY 4

Większość jednak oferuje głównie gotowe paczki, chroniąc przepis na poszczególne części. Oczywiście powód jest jeden – pieniądze. Za całą paczkę można żądać więcej niż za same papierkowe plany (chociaż 90 zł to też nie mało). Ale za to mamy gwarancję dobrej jakości ( cokolwiek to znaczy), techniczne wsparcie ekspertów  drogą telefoniczną lub mailową.
PLANY 5 

Kończąc już te techniczne uwagi znów coś co mnie zaskoczyło. Internet nigdy nie przestanie…
John Kovac, czyli pan wymieniony wyżej potrafi również skonstruować harfę … uwaga … z RUR PCV.
Nie, to nie żart (chociaż chciałabym). Montaż tym razem zajmuje ok. 4 godzin. No i jest trochę taniej, bo elementy wraz z instrukcją – 85$ . Dla mnie jakaś kpina. No ale dobra – PLANY 6

I tym wspaniałym, twórczym i kreatywnym pomysłem zakończę ten wywód i dam już spokój.
Wszystkim zainteresowanym życzę powodzenia w składaniu własnej harfy.
Miłej nocy

Nothing else matters

17 Paźdź


Jeden instrument, jedna piosenka i dziesiątki różnych wersji. Czy to możliwe żeby jedną piosenkę za pomocą harfy zagrać za każdym razem inaczej?
Okazuje się, że tak,a różnice w brzmieniu i odbieraniu utworu mogą być kolosalne.
Po obejrzeniu chyba wszystkich wersji jakie istnieją, muszę powiedzieć, że zdecydowanie jeśli chodzi o ten akurat utwór stawiam na mężczyzn. Interpretacje kobiet są ładne, ale na tym się kończy. Zbyt delikatne i bez wyrazu.
Ale faceci to czują i to się słyszy (i widzi).
Oczywiście są też wyjątki ale mimo wszystko płeć męska rządzi.

Mój osobisty ranking wygrywa D Strings, chorwackie trio, które mnie po prostu zachwyciło swoją interpretacją. Mocne a zarazem nie przesadzone brzmienie, główna rola, którą odgrywa harfa oraz perkusja i kontrabas, które wspaniale wszystko uzupełniają. Magia po prostu.

Na pozycji drugiej ulokowałam zaskakującego Victora Santala. Piękno i jeszcze raz piękno.
Nie wiem czy można dodać coś jeszcze. Świetny technicznie i ciekawy wizerunkowo. Trzeba zobaczyć !
(Swoją drogą zauważyłam, że  „anielsko” delikatny  instrument jak harfa najlepiej dogaduje się z mężczyznami o długich czarnych włosach i w bandanach)

Zaszczytne miejsce trzecie zajął Jakub Rizman. Chyba dlatego, że jest jednym z najbardziej oryginalnych harfistów jakich miałam okazję zobaczyć/usłyszeć. Nic mi w nim nie pasuje. Ani on sam, ani jego ubiór,ani ptak na głowie, ani harfa…ale utwór jest jak najbardziej na miejscu.

Wyróżnienie dla znanego nam już Jonathana Faganello i jego bardzo bardzo dobrej technicznie wersji z festiwalu Rio harp 2010.

Poza tym są jeszcze inne wersje,takie na łące, z domowo wytwarzanym dymem i zabójczo nudne(chyba nawet dla samych harfistów). Wersje, których nie polecam, ale gdyby ktoś był bardzo zainteresowany: